Spis treści
- „Jeśli ja tego nie zrobię, wszystko się rozsypie”
- Siła może stać się pułapką
- Ciało często zauważa przeciążenie wcześniej niż my
- Dlaczego tak trudno powiedzieć: „potrzebuję pomocy”?
- „Nie wiem, czego potrzebuję”
- Złość może być sygnałem, że granice są przekraczane
- Odpoczynek może wywoływać… poczucie winy
- Kiedy bycie potrzebną staje się częścią poczucia własnej wartości
- „Przecież inni mają gorzej” nie sprawia, że Tobie jest łatwiej
- Stawianie granic nie musi oznaczać odrzucania innych
- Nie trzeba dojść do momentu całkowitego wyczerpania
- Możesz być silna i jednocześnie potrzebować wsparcia
„Jeśli ja tego nie zrobię, wszystko się rozsypie”
Kobieta, która przez długi czas bierze na siebie odpowiedzialność za innych, często nawet nie zauważa momentu, w którym zaczyna być przeciążona.
Obowiązki pojawiają się stopniowo. Praca, dom, dzieci, rodzice, partner, codzienna logistyka. Do tego emocjonalna odpowiedzialność za atmosferę w rodzinie, pamiętanie o potrzebach wszystkich i rozwiązywanie problemów, zanim jeszcze ktokolwiek zdąży o nich powiedzieć.
Z zewnątrz może wyglądać to jak świetna organizacja.
W środku coraz częściej pojawia się jednak myśl:
„Nie mogę odpuścić, bo nikt mnie nie zastąpi”.
To przekonanie potrafi bardzo skutecznie podtrzymywać przeciążenie. Nawet kiedy pojawia się możliwość odpoczynku, trudno z niej skorzystać. W głowie natychmiast pojawia się lista rzeczy, które jeszcze trzeba zrobić.
Siła może stać się pułapką
Nie ma nic złego w byciu osobą samodzielną i odporną. Problemem nie jest sama siła, lecz przekonanie, że trzeba być silną przez cały czas.
Jeżeli przez lata słyszysz, że jesteś odpowiedzialna, rozsądna i że „zawsze sobie poradzisz”, łatwo zacząć traktować te cechy jak zobowiązanie.
Pojawiają się zasady:
- nie powinnam narzekać,
- inni mają gorzej,
- najpierw trzeba zadbać o wszystkich dookoła,
- proszenie o pomoc jest oznaką słabości,
- skoro wcześniej dawałam radę, teraz też powinnam,
- nie mogę zawieść innych,
- odpocznę, kiedy wszystko będzie zrobione.
Tyle że moment, w którym „wszystko będzie zrobione”, zwykle nie nadchodzi.
Kończy się jedna lista obowiązków i zaczyna następna.
Ciało często zauważa przeciążenie wcześniej niż my
Czasami pierwszym sygnałem wcale nie jest myśl: „jestem przeciążona”.
Pojawiają się raczej problemy ze snem, napięcie mięśni, bóle głowy, trudności z koncentracją czy ciągłe zmęczenie. Można mieć wrażenie, że nawet po wolnym weekendzie energia nie wraca.
Organizm nie funkcjonuje oddzielnie od emocji. Długotrwały stres i brak przestrzeni na regenerację mogą wpływać zarówno na samopoczucie psychiczne, jak i fizyczne.
Warto zwrócić uwagę, jeśli coraz częściej pojawiają się:
- drażliwość,
- problemy ze snem,
- poczucie ciągłego pośpiechu,
- trudność z odpoczynkiem,
- napięcie w ciele,
- zmęczenie mimo snu,
- spadek koncentracji,
- poczucie przytłoczenia nawet drobnymi obowiązkami,
- wycofywanie się z rzeczy, które wcześniej sprawiały przyjemność.
Pojedynczy gorszy dzień jest naturalną częścią życia. Jeśli jednak podobny stan utrzymuje się tygodniami lub miesiącami, warto potraktować go jako ważną informację, a nie kolejny problem, który trzeba po prostu „przeczekać”.
Dlaczego tak trudno powiedzieć: „potrzebuję pomocy”?
Dla osoby przyzwyczajonej do samodzielności proszenie o pomoc może być znacznie trudniejsze niż jej udzielanie.
Czasami pojawia się obawa przed oceną: „Co inni pomyślą, jeśli okaże się, że sobie nie radzę?”.
Innym razem problemem jest brak zaufania, że ktoś wykona zadanie odpowiednio. Łatwiej zrobić wszystko samodzielnie niż przekazać odpowiedzialność komuś innemu i zaakceptować, że zrobi to po swojemu.
Może pojawiać się też poczucie winy.
Kiedy bliska osoba prosi o pomoc, odpowiedź „nie mam teraz przestrzeni” brzmi wewnętrznie jak egoizm. Odmowa uruchamia napięcie, więc łatwiej po raz kolejny powiedzieć „jasne”, nawet jeśli własne zasoby są już mocno ograniczone.
W ten sposób potrzeby innych regularnie trafiają na początek listy, a własne – na jej koniec.
„Nie wiem, czego potrzebuję”
Długotrwałe funkcjonowanie w trybie obowiązków może prowadzić do sytuacji, w której pytanie o własne potrzeby okazuje się zaskakująco trudne.
Co chciałabyś zrobić, gdybyś miała wolne popołudnie?
Czego teraz potrzebujesz?
Co sprawiłoby Ci przyjemność?
Dla osoby długo skoncentrowanej na innych odpowiedź może brzmieć: „nie wiem”.
To nie musi oznaczać, że żadnych potrzeb nie ma. Być może przez bardzo długi czas nie było przestrzeni, aby je zauważać.
Codzienność była skupiona na pytaniach:
„Co trzeba zrobić?”
„Kto czego potrzebuje?”
„O czym jeszcze muszę pamiętać?”
Znacznie rzadziej pojawiało się pytanie:
„A co jest ważne dla mnie?”
Złość może być sygnałem, że granice są przekraczane
Przeciążenie nie zawsze objawia się smutkiem czy wyczerpaniem. Czasami pierwszą wyraźną emocją jest złość.
Denerwują drobiazgi. Pojawia się irytacja, gdy ktoś kolejny raz prosi o przysługę. Trudno cierpliwie odpowiadać na pytania, a jednocześnie szybko pojawiają się wyrzuty sumienia: „Przecież nie powinnam tak reagować”.
Warto jednak potraktować złość jako informację.
Być może granica została przekroczona. Być może zgodziłaś się na coś, na co nie miałaś przestrzeni. Być może od dawna dajesz więcej, niż jesteś w stanie dawać bez kosztu dla siebie.
Złość nie musi oznaczać, że nie kochasz bliskich albo jesteś egoistką. Czasami mówi po prostu: „to już za dużo”.
Odpoczynek może wywoływać… poczucie winy
Teoretycznie osoba bardzo zmęczona powinna z przyjemnością położyć się na kanapie i nic nie robić.
W praktyce bywa odwrotnie.
Gdy tylko znika aktywność, pojawia się napięcie.
„Powinnam w tym czasie posprzątać.”
„Mogłabym odpisać na maile.”
„Nie będę teraz siedzieć, przecież mam tyle do zrobienia.”
W efekcie nawet odpoczynek zostaje zamieniony w kolejne zadanie do wykonania prawidłowo. Trzeba ćwiczyć, medytować, zdrowo gotować, rozwijać się i najlepiej jeszcze efektywnie wykorzystać wolny czas.
Tymczasem regeneracja nie zawsze musi być produktywna.
Czasem oznacza sen. Czasem spacer bez konkretnego celu. Czasem rezygnację z kolejnego zobowiązania. Czasem zgodę na to, że przez godzinę niczego nie trzeba poprawiać.
Kiedy bycie potrzebną staje się częścią poczucia własnej wartości
U części kobiet rola osoby pomocnej i niezawodnej jest czymś więcej niż sposobem organizowania codzienności. Staje się ważną częścią tego, jak myślą o sobie.
„Jestem wartościowa, kiedy jestem potrzebna.”
Takie przekonanie nie zawsze pojawia się wprost. Może jednak sprawiać, że trudno zaakceptować sytuację, w której ktoś radzi sobie bez naszej pomocy.
Trudniej również powiedzieć „nie”, bo odmowa zaczyna być odczuwana nie tylko jako postawienie granicy, ale również jako ryzyko utraty akceptacji.
Wtedy pomaganie innym przestaje być wyłącznie swobodnym wyborem. Zaczyna regulować poczucie własnej wartości.
Warto przyjrzeć się temu, czy relacje pozostawiają miejsce również na Twoje potrzeby – i czy potrafisz czuć się ważna także wtedy, gdy akurat nikogo nie ratujesz.
„Przecież inni mają gorzej” nie sprawia, że Tobie jest łatwiej
Jednym z najskuteczniejszych sposobów unieważniania własnego zmęczenia jest porównywanie go z cierpieniem innych osób.
Masz pracę, rodzinę, mieszkanie. Ktoś inny mierzy się z chorobą, stratą albo bardzo trudną sytuacją życiową. Wobec tego – jak podpowiada wewnętrzny krytyk – nie masz prawa narzekać.
Tyle że emocje nie działają według rankingu problemów.
Można być wdzięczną za wiele rzeczy w swoim życiu i jednocześnie być przeciążoną. Można kochać własną rodzinę i potrzebować od niej odpoczynku. Można dobrze radzić sobie zawodowo i równocześnie doświadczać kryzysu.
Jedno nie wyklucza drugiego.
Stawianie granic nie musi oznaczać odrzucania innych
Kiedy przez długi czas mówiło się „tak”, pierwsze „nie” może wydawać się bardzo radykalnym ruchem.
Granice nie polegają jednak na całkowitym odcięciu innych ludzi. Pomagają określić, na co mamy przestrzeń, a na co nie.
Czasami granica brzmi:
„Nie mogę zrobić tego dzisiaj.”
„Potrzebuję, żebyśmy podzielili się obowiązkami.”
„Chcę teraz zostać sama.”
„Mogę Cię wysłuchać, ale nie jestem w stanie rozwiązać tego problemu za Ciebie.”
„Nie zgadzam się na taki sposób rozmowy.”
Dla osoby, która zawsze była dostępna, takie zdania mogą początkowo powodować dyskomfort. Nie oznacza to jednak, że są niewłaściwe.
Uczenie się granic często oznacza także uczenie się tolerowania faktu, że nie każdy będzie z naszych granic zadowolony.
Nie trzeba dojść do momentu całkowitego wyczerpania
Wiele kobiet szuka wsparcia dopiero wtedy, gdy dotychczasowy sposób funkcjonowania przestaje działać.
Nie potrafią już zmobilizować się rano. Coraz częściej płaczą. Mają problemy ze snem. Relacje stają się źródłem napięcia. Obowiązki, które wcześniej wykonywały automatycznie, zaczynają przytłaczać.
Nie trzeba jednak czekać na taki moment.
Powodem do rozmowy ze specjalistą może być już samo poczucie, że od dłuższego czasu funkcjonujesz głównie w trybie „muszę”, trudno Ci rozpoznawać własne potrzeby albo nie potrafisz odpoczywać bez poczucia winy.
W Centrum Terapii dla Kobiet Otulone można przyjrzeć się m.in. temu, co dzieje się w relacjach, emocjach i codziennym funkcjonowaniu oraz dlaczego tak trudno zrobić dla siebie tyle miejsca, ile zwykle robi się dla innych.
Rozmowa ze specjalistą nie jest przyznaniem, że „już sobie nie radzisz”. Może być właśnie sposobem na to, żeby nie musieć radzić sobie ze wszystkim samotnie.
Możesz być silna i jednocześnie potrzebować wsparcia
Siła nie musi oznaczać braku słabości, zmęczenia czy wątpliwości.
Nie musi również polegać na nieustannym zaciskaniu zębów.
Czasami dużej odwagi wymaga powiedzenie: „jest mi trudno”. Innym razem – odmówienie kolejnej przysługi, poproszenie partnera o przejęcie części obowiązków albo przyznanie przed samą sobą, że dotychczasowe tempo stało się zbyt wysokie.
Jeśli przez lata byłaś osobą, która podtrzymywała innych, naturalne może być to, że uczenie się przyjmowania wsparcia zajmie trochę czasu.
Nie musisz od razu zmieniać całego życia. Możesz zacząć od prostszego pytania: czy sposób, w jaki funkcjonuję dzisiaj, zostawia w moim życiu miejsce również dla mnie?
Jeżeli odpowiedź coraz częściej brzmi „nie”, warto potraktować ją poważnie. Nie dlatego, że przestałaś być silna. Być może po prostu zbyt długo oczekiwałaś od siebie, że będziesz silna bez przerwy.



