Zaufany Psycholog / Psychologia w pigułce / Eksperymenty psychologiczne / Stanfordzki eksperyment więzienny
Stanfordzki eksperyment więzienny to badanie z sierpnia 1971 roku, w którym psycholog Philip Zimbardo urządził w piwnicy uniwersytetu atrapę więzienia. Studenci losowo przydzieleni do ról strażników i więźniów szybko przeszli do upokarzających praktyk, więc badanie przerwano po 6 dniach zamiast planowanych dwóch tygodni. Długo uchodziło za dowód siły sytuacji, lecz późniejsze analizy poważnie podważyły tę interpretację.
Zimbardo zamieścił w lokalnych gazetach ogłoszenie o „psychologicznym badaniu życia więziennego” i oferował 15 dolarów dziennie. Po rozmowach i testach wybrano 24 uczestników. Byli to głównie biali studenci z klasy średniej, uznani za zdrowych psychicznie, bez przeszłości kryminalnej. Losowo przydzielono im role strażników albo więźniów.
Atrapę więzienia urządzono w piwnicy budynku wydziału psychologii Uniwersytetu Stanforda. Zimbardo objął funkcję nadzorcy, a student David Jaffe rolę naczelnika. Strażnicy dostali khaki mundury, pałki i lustrzane okulary, które utrudniały kontakt wzrokowy. Przyszłych więźniów zatrzymała w domach prawdziwa policja z Palo Alto, a w więzieniu dostali fartuchy, czapki i numery, którymi strażnicy mieli się do nich zwracać zamiast po imieniu.
Wkrótce doszło do buntu więźniów, który strażnicy stłumili gaśnicami, odebraniem ubrań i materaców oraz izolatką. Potem zaczęli dzielić więźniów i stosować coraz bardziej poniżające kary. Pierwszy więzień, Douglas Korpi, opuścił badanie po 36 godzinach z objawami załamania. Zimbardo zakończył eksperyment po 6 dniach, także po sprzeciwie Christiny Maslach, która zobaczyła, jak strażnicy zmuszają więźniów do noszenia worków na głowach.
Zimbardo i współpracownicy przedstawiali wyniki jako dowód, że rola i otoczenie potrafią szybko zmienić zachowanie zwykłych ludzi: strażnicy stawali się coraz bardziej brutalni, a więźniowie coraz bardziej bierni i podatni na załamanie.
Po zakończeniu badania Zimbardo zebrał wszystkich uczestników, wypłacił im wynagrodzenie za sześć dni, a następnie przeprowadził kilkugodzinne omówienie, najpierw z więźniami, potem ze strażnikami i na końcu ze wszystkimi razem. Uczestników zaproszono też na spotkanie po tygodniu. Szczegółową relację z eksperymentu Zimbardo opublikował później w książce The Lucifer Effect z 2007 roku.
W 1975 roku Ali Banuazizi i Siamak Movahedi twierdzili, że zachowanie uczestników wynikało z oczekiwań wobec ról, a nie z samego środowiska więzienia. W 2007 roku Thomas Carnahan i Sam McFarland wykazali, że ogłoszenie o „badaniu życia więziennego” przyciągało osoby z wyższym poziomem agresywności i autorytaryzmu, więc próba mogła być obciążona samoselekcją.
Najpoważniejszy cios przyszedł w 2018 roku, gdy francuski badacz Thibault Le Texier, powołując się na relacje strażników, uznał, że strażników skłaniano do surowego zachowania, a wnioski były w dużej mierze założone przed badaniem. Zimbardo odrzucił tę ocenę. Sam Korpi mówił w 2017 roku, że jego załamanie było udawane. Brytyjskie badanie BBC z 2002 roku, bez scenariusza dla strażników, nie pokazało automatycznego zjazdu w tyranię. Więźniów zatrzymano też bez uprzedzenia, wbrew umowie podpisanej przez uczestników.
Eksperyment dał popularną, łatwo zapamiętywaną tezę o sile sytuacji, ale dziś służy równie często jako przykład tego, jak badacz może wpływać na wynik własnego badania. W naukach społecznych stał się przestrogą w sprawie etyki, doboru uczestników i dokumentowania procedur.
Zimbardo odniósł go do skandalu w więzieniu Abu Ghraib, ujawnionego w marcu 2004 roku, sprzeciwiając się tłumaczeniu, że winę ponosi garstka „zgniłych jabłek”. Tę linię rozwinął w książce o efekcie Lucyfera. Uczciwy wniosek jest ostrożniejszy niż pierwotna opowieść: sytuacja ma znaczenie, ale ludzie nie stają się okrutni automatycznie.
Planowano dwa tygodnie, ale Zimbardo zakończył badanie po 6 dniach z powodu rosnącej brutalności strażników, obaw rodziców i sprzeciwu Christiny Maslach.
Wybrano 24 uczestników, których losowo podzielono na strażników i więźniów. Każda z grup miała też kilku zastępców.
Dziś uznaje się go za sprzeczny ze standardami etyki badań. Więźniów zatrzymano bez uprzedzenia, a badanie kontynuowano mimo oznak cierpienia uczestników.
Są mocno kwestionowane. Analiza Le Texiera z 2018 roku wskazuje, że strażników zachęcano do surowości, a badanie BBC z 2002 roku nie powtórzyło pierwotnego wzorca.
Dzisiejsi psycholodzy i psychoterapeuci pracują według jasnych zasad etycznych. Na liście są specjaliści z całej Polski, także online.